Autor:Jarosław Gniadek; fot. Legionovia
  13.02.2016 godz. 15:07

Krok Legionovii Legionowo do turnieju finałowego


W pierwszym spotkaniu ćwierćfinałów play-off Młodej Ligi Kobiet Legionovia Legionowo pokonała 3:0 (25:18, 25:19, 25:22) Impel Wrocław.

Mecz odbył się w hali Zespołu Szkół nr 1 w Legionowie, która dudniła od dopingu kibiców, uzbrojonych w bębny. Grupka fanów Młodych Impelek starała się nie ustępować przeważającej miejscowej publiczności, lecz mimo ich wsparcia, wrocławianki nie były w stanie zagrozić rywalkom. Impel wygrał grupę B, a Legionovia w grupie A zajęła czwarte miejsce, lecz dzisiaj ekipa gospodarzy wystąpiła w mocnym składzie, z kilkoma zawodniczkami z pierwszego zespołu, jak np. Malwina Smarzek, Aleksandra Wójcik czy Iga Chojnacka.

– Dziewczyny zagrały fajnie. Może na początku było trochę za dużo błędów, przede wszystkim psuły zagrywki, ale to wytłumaczalne, bo w ekstraklasie grają innymi piłkami. Przy serwisie czy przyjęciu to jednak zupełnie co innego i stąd się brała taka liczba straconych zagrywek akurat tych dziewczyn z pierwszego zespołu. Ale to im się przyda, taki trening, bo siedemnastego grają pucharowy mecz z Wisłą Warszawa właśnie takimi piłkami jak dzisiaj. Nie musieliśmy korzystać ze wszystkich tych siatkarek naraz. Starałem się dać trochę szans juniorkom i one to wykorzystały – mówił o swoich zawodniczkach trener Wojciech Lalek.

Mimo tych początkowych błędów, miejscowe pewnie wygrały pierwszego seta. Po udanych atakach i kiwkach ze stanu 17:14 odskoczyły na 20:15. Sprawa zwycięstwa w pierwszej partii stała się jasna, gdy po długiej serii obron i kontrataków punkt na 23:17 zdobyła blokiem Chojnacka. Po chwili asa zaserwowała Katarzyna Jędrzejewska, a kropkę nad „i" postawiła skutecznym atakiem Chojnacka.

 

W drugim secie walka punkt za punkt trwała do stanu 8:8. Wtedy wrocławianki straciły trzy oczka z rzędu po fatalnym przyjęciu zagrywki i po kontrach rywalek. „Niechlujne jesteście" – grzmiał na zawodniczki Impelu trener Rafał Błaszczyk w przerwie na żadanie. Uwagi szkoleniowca poskutkowały tylko częściowo. Wrocławianki przegrywały tylko 11:12 i 13:15, głównie dzięki przedzierającym się przez blok atakom Klaudii Kołodziejczak. Wkrótce jednak Legionovia znów odskoczyła na 20:14. „Dziewczyny, co się dzieje!" – wykrzykiwał trener Błaszczyk. A dziewczyny włąsnie przegrywały drugiego seta, którego trzema punktami – kiwką, atakiem i asem – zakończyła bardzo skuteczna w tej partii Malwina Smarzek.

 

 

W trzecim secie wrocławiankom szło najlepiej. Zaczęły od prowadzenia 3:1 i 8:5. Rywalki zdołały wyciągnąć na 10:10 i od tego momentu walczono punkt za punkt, a kiedy Legionovia wypracowała trypunktową przewagę 19:16, Impelki (skutecznie w tej fazie seta atakowały Barbara Cembrzyńska i Julia Szczurowska) potrafiły ją zniwelować do 19:18. Wtedy doszło do kontrowersyjnej sytuacji, która prawdopodobnie zaważyła na wyniku tej partii. Sędzia odgwizdał przekroczenie linii przy zagrywce wrocławianki. Trener Błaszczyk przekonany był, że arbiter się pomylił i protestował tak stanowczo, że dostał zółtą kartkę. Po wznowieniu gry w aut zaatakowała Cembrzyńska, a Milena Paszyńska zaserwowała asa i zrobiło się 22:18 dla Legionovii, która już nie straciła przewagi.

– To był tylko mecz w siatkówkę, zresztą bardzo dobry mecz, więc wszystko jest OK. Jednak nie zgadzam się z decyzją sędziego przy tej zagrywce. Trudno, było, minęło, nie pierwszy i nie ostatni raz. Szkoda, bo mogło być jeszcze ciekawie – mówił tuż po ostatnim gwizdku trener Impelu.

Mimo krzyków w trakcie przerw na żądanie, nie miał większych pretensji do soich siatkarek. – Zawsze jestem wymagający, obojetne czy wygrywamy, czy przegrywamy, czy gramy z tak dobrym zespołem jak dzisiaj Legionovia, czy z ekipą nieco słabszą. Zawsze proste błędy staramy się korygować i zawsze irytują mnie takie rzeczy. Dzisiaj też tych błędów się nie ustrzegliśmy, ale generalnie ocena dziewczyn jest pozytywna. Myślę, że zawodniczki podjęły wyzwanie, podniosły rękawicę, a nie da się ukryć, że jest to zespół dużo młodszy od przeciwnika. Zagraliśmy całkiem dobre zawody z wymagającym rywalem. Zrobiliśmy zdecydowanie za mało zagrywką. Mogliśmy więcej, bo gramy zagrywką lepiej, a dzisiaj były jakieś kłopoty w tym elemencie. Jeżeli już ją wykonaliśmy, to nie była to zagrywka, jakiej bym oczekiwał, po prostu była za łatwa – oceniał swoją ekipę trener Błaszczyk i dodał: – Wracamy do Wrocławia, odpoczywamy i od poniedziałku zaczynamy się przygotowywać do kolejnego meczu, u siebie. Mam nadzieję, że nie do ostatniego.

– Zwyciężylismy z zespołem, który wygrał grupę południową i naprawdę jestem zadowolony. Zobaczymy, jak będzie za tydzień w rewanżu, bo akurat pierwszy zespół Impelu nie gra w ORLEN Lidze, więc spodziewam się, że wrocławianie wystawią do meczu wszystko, co mają. My jednak pojedziemy też tym składem, który dzisiaj wystąpił i będziemy się bić – zapowiada trener Lalek.

We Wrocławiu drugi mecz odbędzie się w sobotę, 20 lutego. Ewentualny trzeci (rywalizacja toczy się do dwóch zwycięstw) – dzień później, także na terenie Impelu.

POWIĄZANE INFORMACJE

Newsletter

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij